Puławski "hardcore" ;)
-Lublin-Puławy-Janowiec-Kazimierz Dolny-Nałęczów-Lublin-
Wszystko rozpoczęło się jak w słowach piosenki „a przed 13 budzikom śmierć”. Jest niedziela,środek nocy ( 10.00 Przed południem), przez sen słyszę dźwięk telefonu, jeszcze nie wiem ze to real. Natrętny dźwięk nie daje mi spokoju, nikt nie odbiera. Zły odbieram. W słuchawce słyszę uradowany glos Wiena: „wybieraj 10.27 lub 12.27 pociągiem do Puław, a dalej szlak nadwiślański, Janowiec, przeprawa promowa, kazimierskie wąwozy, Zdroje Nałęczowa i offroadem do Lublina. Resztki snu odpływają błyskawicznie. Czuje podstęp, brzmi zbyt atrakcyjnie, żeby nie wyszło, że pękam, półprzytomny siląc się na trzeźwa rozmowę akceptuje pomysł. Myśląc ze to podpucha wracam do łóżka. Po 10 minutach wpada zadyszany Wieno z biletami w ręku. Jego mina mówi wszystko. 10 Minut i ze sprzętem na plecach pędzimy na dworzec( av.Speed 150 km/h;))jesteśmy na 2 minuty przed odjazdem pociągu. Rowery lądują w ostatnim wagonie. Pociąg rusza. I tak wyglądał początek..
Właściwa trasa rozpoczyna się przy Świątyni Sybilli w Puławach. Dalej za znakami zielonego szlaku przeprawiamy się przez most na Wiśle. Tuż za mostem ostry skręt w lewo- trochę szutru i wjeżdżamy na wał biegnący wzdłuż Wisły. Ciągnące się po lewej zakola Wisły z starymi łodziami wprowadzają nas, w klimat tego odcinka trasy. Najbliższy odcinek nieco przypomina Siwa Dolinę w Tomaszowie Lubelskim. Jest wprawdzie krótki, ale bardzo intensywny z powalonymi pniami leżącymi w poprzek gwałtownymi zjazdami a wszystko to na skraju porośniętego chaszczami wysokiego brzegu. Wyjeżdżamy na wał p/powodziowy i jego szczytem pędzimy ok. 3,5 km w kierunku widocznego w oddali lasu, jedziemy jeszcze 250m zostawiamy na pewien czas znaki naszego szlaku. Skręcamy w leśną dróżkę biegnącą w kierunku południowo zachodnim- 750 m i jesteśmy na asfalcie biegnącym w kierunku Kol. Nasiłów. Tu ponownie trafiamy na zielony szlak i jak po sznurku mkniemy nim do majestatycznych, piętrzących się na wiślanej skarpie, ruin zamku w Janowcu.
Po zwiedzeniu zamku, musimy się przedostać na druga stronę Wisły. Mamy 2 możliwości pierwsza z nich polega na pokonaniu rzeki wpław, co raczej odradzamy no, ale jeżeli ktoś lubi naprawdę duży hardcore, to, czemu nie;) Polecamy natomiast drugi sposób, czyli przeprawę na druga stronę promem. Jest to w sumie dość ciekawa rzecz. Głodni jak psy lądujemy w słynnej Kazimierskiej piekarni słynącej z drożdżowych, wypiekanych kogutów. Wyglądamy ciekawie w tłumie amatorów wypieków, wyróżniając się kolarskim ubiorem. Nobliwi turyści patrzą na nas jak na szaleńców, gdy w naszych siatkach ląduje, zamiast koguta, 20 buł z kapusta i budyniem.